Tabela wymiarów

Chyba każda kobieta miała swój czas kiedy się odchudzała lub dalej to robi. Jednym idzie to lepiej, jednym gorzej, innym całkowicie bez efektów. Przyczyn może być wiele, nie tylko fakt, że siedzimy przed telewizorem i pożeramy kolejnego Mc’Donald’a. 

Tabelka została wykonana dla tych, którzy jeszcze się nie poddali i walczą o swój lepszy wygląd. Takich jak ja. 🙂 Chciałabym też poruszyć ważny dla mnie temat – będzie trochę sporo prywaty. Dla niechcących czytać zbyt dużo: Badajcie się. U miliona lekarzy, jeżeli jeden powie, że jesteśmy zdrowi, a efektów dalej nie ma – idźcie do innego. I kolejnego. Aż do skutku. Ja żyłam w niewiedzy o zdrowiu przez… 4 lata?

Wiem, że nadprogramowe kilogramy potrafią zepsuć wiele rzeczy. Ja straciłam wszystko. Dosłownie. Łącznie z odwagą czy pewnością siebie. Chociaż z tym ostatnim to związała się nie tylko waga to jednak ona była tego efektem. 

Poniżej wrzucam od razu dla zainteresowanych tabelkę, gdzie można wpisywać swoje sukcesy jak i porażki. Moja podpowiedź jest taka, że lepiej się mierzyć niż ważyć – nie bójcie się zostawić ostatniej pustej tabelki. 🙂 

Plik jest w formacie PDF – jakość do druku, dostosowane do kartki A4. Można śmiało drukować na domowej drukarce. 

Pobierz Tabelę

 

Trochę więc o mnie dla ciekawskich..

Nigdy nie byłam kościotrupem, bardziej sylwetka normalna, choć utrzymująca się zawsze na 75kg przy moich 170 cm. I chociaż nie bardzo przejmowałam się wskaźnikiem wagi bo nosiłam rozmiar 36/38 to ciągle zastanawiałam się, gdzie je upchnęłam. 5 lat temu w pogoni za miłością przeprowadziłam się do Poznania. Chyba powietrze i motylki w brzuchu mi służyły w tym mieście bo zeszłam 5 kresek na wadze w dół. Rok później nastąpiła zmiana jak pstryknięciem palcem. Przybyła mi dwudziestka nowych problemów. Nie wiem kiedy, mam wrażenie, że się obudziłam i byłam już w rozmiarze XL/XXL. Zaczęły się ponownie diety, dietetyczki (to chyba osobny temat, przez długi czas sądziłam, że znalazłam dobrą babkę, a wynik był tylko kolejne +5), latanie po lekarzach, płacz, nerwy. Jestem już na takim etapie, że jak zaczynam rozmowę ze specjalistą to czasem wiem więcej od niego, wiem jakie da mi leki, jak bardzo mnie oleje. To chyba nie powinno tak wyglądać. 

I tak sobie żyłam. Robiłam badania, które mi kazali, jadłam leki, które mi przepisali, mówili, że tak musi być i taka uroda. Nie w każdym sklepie mogłam już znaleźć coś na siebie, przez co moja frustracja była coraz większa. Jakieś 3 lata temu wykryli u mnie Insulinooporność. Szczerze? Byłam szczęśliwa, że w końcu coś znaleźli. Że mnie „naprawią” i będę mogła znów wyglądać jak kiedyś. Nic bardziej mylnego. 1,5 roku temu zaczęły się zjazdy po jedzeniu. Mogłabym jeść obiad i spać jednocześnie. Ten etap był w sumie dla mnie najgorszy. Żeby normalnie funkcjonować stosowałam głodówkę. Nie był to problem – pracowałam zdalnie więc nikt mnie nie kontrolował, jeżdżąc do domu czy mojego byłego faceta brałam ze sobą pudełka tłumacząc, że jestem na diecie. Później wracałam do domu i cały tydzień na wodzie. Efekty? Mam wrażenie, że moja waga zaczynała się szyderczo do mnie uśmiechać kiedy wchodziłam na nią i pokazywała jeszcze więcej niż tydzień temu. Wytrzymałam tak 2-3 miesiące.

Później nastał etap zmiany pracy, na stacjonarną. Było to mega ciężkie przejście z mojego trybu jedzenia na taki, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Po drodze milion kolejnych badań, ciągle tych samych. Coraz częściej bóle brzucha, jakieś usg i ciągle to samo – ma Pani jelito drażliwe, proszę usunąć stres z życia, a przejdzie. W pewnym momencie poczułam się tylko listą chorób, które przypisywali mi lekarze, bez badań. Bo skoro taki problem to na pewno ta choroba, masz Pani leki i dawaj hajs za wizytę. 

Pół roku temu miałam wizytę u kolejnego lekarza – tym razem u mnie w mieście. Moja rodzicielka zachwalała i namawiała więc OK – idę. Skończyło się na słowach „niech Pani je 1000 kcal i ćwiczy 5xtygodniowo po 2h to Pani schudnie”. I zrujnuje jeszcze mocniej zdrowie. 🙂 Temu Panu podziękowałam jeszcze na wizycie i stwierdziłam, żeby nawet nie pisał mi jakie mam brać leki. 

Stwierdziłam, że dam jeszcze szansę jednej, innej lekarce, zapiszę się na wizytę i tak jestem w Poznaniu to wpadnę, zobaczę co ma do powiedzenia. Przy okazji sytuacja przerosła jak widać nie tylko mnie i zostałam singielką, co chyba zrujnowało maksymalnie moją psychikę. 3 miesiące temu miałam pierwszy raz w życiu rezonans magnetyczny jamy brzusznej. I chyba tutaj w końcu znaleziono mój problem, ten prawdziwy. Gdyby nie to to pewnie dalej bym przybywała na wadze i zastanawiała się co ze mną nie tak.

Etapów leczenia nie będę opowiadać bo są dla mnie zbyt ciężkie, szczególnie, że nie miałam żadnego wsparcia. Po drodze zjadał mnie stres, który zawsze pożerałam czymś węglowodanowym bo miałam wtedy zjazd i szłam spać. 2 miesiące temu odbył się mój pierwszy zabieg. Od tamtego momentu moja waga idzie wolniutko, bo dopiero 5kg, w dół. Za to centymetry lecą jak szalone, a to mnie zdecydowanie bardziej cieszy. 🙂 Pomimo dużej wagi zaczęłam wchodzić bez problemu w rozmiar 42, który pomału również robi się dla mnie za luźny. 

Oczywiście samo z siebie w dół nie idzie, dalej ćwiczę, już się nie głodzę, częściej się uśmiecham. Być może wrócę do lepszej Ja. 

A Ty? 🙂